Gołymin 1806-2016

Zaniosło mnie (Agnes-Drakainę) na dwie imprezy rekonstrukcyjne polskie. Tzn. jeszcze nas razem zniosło podczas powrotu z wakacji do Złotoryi, gdzie zasadniczo na część bitewną spóźniłyśmy się (no po prostu czasowo się nie dało…), ale na biwakowej zostałam namówiona do wybrania się do Gołymina pod Pułtuskiem na 210 rocznicę bitwy pod tąż właśnie miejscowością (26 grudnia 1806). Wyprawa na prawie drugi koniec Polski zaraz po powrocie z dość morderczej włóczęgi była pewnym wyzwaniem, ale nie żałuję. Ponieważ na własne oczy zobaczyłam, że mają niewielkie środki (finansowe i, pardon my French, zasobów ludzkich) można zrobić naprawdę efektowną rekonstrukcję.

Golymin-2016_08_resizePrzede wszystkim scenariusz (autorstwa Piotra Piusa – wielkie brawa, Piotrze!) znakomicie wykorzystał przestrzeń placu przed kościołem i skrzyżowania kilku zbiegających się ulic oraz położonego za nim placyku. Oddziały przemieszczały się, widać było postępy akcji, której kulminacją była walka już pod samym kościołem, po uprzednim zdobyciu bramy; jednocześnie siły wsparcia nie próżnowały na tyłach, a artyleria (w sumie trzy armaty, ale to dość, żeby narobić huku i dymu) była ustawiona po obu stronach działań, co zwiększało przestrzenny efekt. Dodajmy do tego widowiskowo płonące faszyny (straż pożarna czuwała w odwodzie) i francuski sztab generalny ustawiony na uboczu, a mamy naprawdę imponujący obraz. Liczy się również to, że wszyscy spośród zgromadzonej publiczności mieli szanse zobaczyć nieco akcji, czyli uniknięto błędu bardziej statycznych rekonstrukcji, ustawionych tak, że sporo widać tylko z najlepszych miejsc.

Golymin-2016_39_resizePo bitwie rekonstruktorzy reprezentujący armie francuską, polską i rosyjską zgodnie przemaszerowali całkiem spory kawałek do pomnika upamiętniającego bitwę, otrzymali żołnierski poczęstunek w remizie (a niżej podpisana zjadła pyszną kolację w gronie „vipów” – m.in. samego Napoleona oraz Marii Walewskiej – w urzędzie gminy), po czym w sadzie u Piotra i Agnieszki odbyły się ogniska i obozowe rozmowy. Białoruscy rekonstruktorzy (armia rosyjska) zatańczyli obowiązkową Kalinkę, ale poza tym odśpiewaliśmy sporo arii operowych oraz francuskich pieśni z epoki.

Atmosferą Gołymina przypomniał mi moje ulubione włoskie rekonstrukcje, które zazwyczaj są kameralne i gdzie panuje rodzinny radosny nastrój, a ludzie mają szanse poznać podobnych zapaleńców jak oni. W Gołyminie poznałam osobiście kilka osób, które wcześniej znałam jedynie wirtualnie z Facebooka, co zawsze jest wielkim plusem.

Jeszcze raz – wielkie brawa i podziękowania dla Organizatorów!

Więcej zdjęć na stronie z galerią z rekonstrukcji.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s